Od Haru CD Daisuke

niedziela, 7 września 2025

|
Nie byłem pewien, czy ten kawałek luksusu w ogóle był mi potrzebny do szczęścia. W końcu nie tęskni się za tym, czego się nie zna, prawda? A ja nigdy nie znałem luksusu, dlatego nie odczuwałem jego braku. Po co więc to zmieniać? Ja, szczerze mówiąc, niczego bym nie zmieniał.
W tej chwili jednak widziałem jego upór, tę cichą zawziętość, która w nim kiełkowała. Wiedziałem, że nie odpuści, dopóki sam nie spróbuje, dopóki nie poczuje na własnej skórze tego, o czym tyle myślał. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie zaprzątał sobie tym głowę. Przecież mówiłem mu już, że ja tego nie potrzebuję, że moje życie i tak jest pełne. Szkoda tylko, że mnie nie słuchał… bo gdyby słuchał, nie musiałby tak bardzo się martwić.
- Jeśli tak bardzo ci na tym zależy, to dobrze, zgodzę się - Westchnąłem w końcu, choć w głębi serca wciąż uważałem to za zbędne. - Ale pamiętaj, że ja tego naprawdę nie potrzebuję. - Unosząc jego dłoń do ust, musnąłem wargami jej wierzch, gestem łagodnym, pełnym czułości, jakby w tym pocałunku chciałem zawrzeć całą swoją rezygnację i równocześnie wszystkie zapewnienia, że bez luksusu i tak mogę być szczęśliwy.
– Zależy mi na tym, ponieważ chcę, żebyś zobaczył, jak ja żyję. Żebyś poczuł, choćby przez chwilę, coś innego niż to, co znasz. Wiem, to może niewiele, ale zawsze coś, prawda? - Uśmiechnął się szeroko, a ja, widząc tę iskierkę radości w jego oczach, poczułem to znajome ciepło w sercu. Jak zawsze. Byłem prostym chłopem, naprawdę niewiele potrzebowałem, by czuć się szczęśliwym.
- Najważniejsze, że ty będziesz usatysfakcjonowany, pokazując mi to wszystko - Zapewniam go spokojnie, prowadząc przez leśną ścieżkę. Między drzewami przemykały promienie słońca, a pod naszymi butami chrzęściły gałązki i suche liście.
- Ja? A ty? - Zatrzymał się na moment, spoglądając na mnie z lekkim niepokojem. - Ty nie będziesz? - Dopytał, jakby ten drobny szczegół nagle wydał mu się bardzo ważny.
- Jeszcze tego nie wiem - Odpowiedziałem po chwili ciszy, wzruszając ramionami. - Nie znam twojego świata. Mogę tylko zaufać, że będzie dobrze. - I szczerząc się do niego głupkowato, próbowałem rozładować napięcie. Bo choć mówiłem to pół żartem, pół serio, wiedziałem, że naprawdę będę musiał zaufać.
Mój panicz westchnął, nic jednak nie mówiąc. Ruszył przodem w głąb lasu, a ja podążałem tuż za nim, obserwując otoczenie. Wysokie sosny kołysały się lekko na wietrze, a ich gałęzie rzucały długie cienie na ścieżkę, którą szliśmy. Mimo piękna miejsca myślami byłem zupełnie gdzie indziej, wracałem wciąż do jego słów.
O tej wspólnej kolacji… Zacząłem zastanawiać się, jak to właściwie będzie wyglądać. Jak ja sam będę wyglądał w takim miejscu. Czy w ogóle będę tam pasował? To przecież świat zupełnie inny niż mój, pełen blasku, elegancji, zasad, których nawet nie znam. Ja? Prostak z lasu? Wpasowany między ludzi, którzy od dziecka oddychają tym, co dla mnie jest obce?
- Eh… chyba nie muszę o tym teraz myśleć, prawda? Nie teraz - Pocieszałem się w duchu, choć to uczucie niepokoju wciąż we mnie tkwiło.
- Słuchasz mnie w ogóle? - Zawołał nagle panicz, wyrywając mnie brutalnie z zamyślenia.
- Co? Em… wybacz, zamyśliłem się - odpowiedziałem odruchowo, drapiąc się nerwowo po głowie i czując, jak policzki lekko mi płoną.

<Paniczu? C:>