Od Haru CD Daisuke

piątek, 12 września 2025

|
Było to takie słodkie z jego strony, martwił się o mnie, choć nie musiał. Byłem już dużym chłopcem i potrafiłem o siebie zadbać, nawet jeśli on myślał inaczej.
- Zjadłem śniadanie, tak jak obiecałem - Powiedziałem. - Byłem na stołówce. Dziś serwują sałatki i makaron z serem. Ble, nie będę tego jadł, nie jestem królikiem. - Nie znosiłem sałatek, same warzywa, to nie dla mięsożernych jak ja. A ten makaron z samym serem? Przesada. Czemu dziś nie ma mięsa? W tej akademii to normalne, jesz to, co podadzą, albo głodujesz.
- I nie poszedłeś zjeść nawet tej sałatki? - Spytał, chociaż doskonale wiedział, że nikt nie zmusi mnie do jedzenia czegoś, czego nie chcę.
- Co „ble”? - Mruknąłem. - Nie jem takich rzeczy. - Nie przejmowałem się, że będę głodny. Już nie raz chodziłem bez jedzenia i tym razem też przeżyję. Nie byłem delikatny, moje ciało znosiło więcej, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.
Mój partner westchnął cicho. Widziałem, że chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował, uznając chyba, że nie ma to najmniejszego sensu. Cóż, nic na to nie poradzę, nie będę jadł takich rzeczy. Już postanowiłem. Wolę zostać głodny, to i tak znacznie lepsze niż zmuszać się do jedzenia czegoś tak okropnego jak to, co dziś serwują.
- W takim razie może powinienem pójść i zamówić ci coś innego? - Zapytał, uważnie mi się przyglądając. W jego spojrzeniu było troszkę zmartwienia, ale też odrobina uporu.
- Nie, spokojnie - Odpowiedziałem, unosząc lekko kąciki ust w ciepłym uśmiechu. - Jestem dużym chłopcem, z głodu jeszcze nikt nie umarł, ja też nie umrę, zapewniam cię. Nic mi nie będzie. - Starałem się brzmieć lekko i żartobliwie, choć sam wiedziałem, że żołądek pewnie wkrótce da mi się we znaki. Jednak widok jego troski był dla mnie ważniejszy niż sam głód. Wolałem rozproszyć jego obawy, niż pozwolić, by niepokoił się o coś tak błahego jak mój posiłek.
Daisuke jedynie przewrócił oczami, choć wyraźnie nie był zadowolony z mojego pomysłu. Właściwie nie dziwiło mnie to wcale. On zawsze patrzył na takie sprawy inaczej niż ja. A jednak… akceptował mnie, nawet w tych dziwnych upartych chwilach, i to właśnie miało największe znaczenie.
- No nic, muszę się zbierać. Do zobaczenia wieczorem - Rzuciłem, starając się zachować neutralny ton.
Na zewnątrz byłem spokojny i przyzwoity, ale wewnątrz czułem lekkie ukłucie żalu. Nikt nie powinien wiedzieć, że jesteśmy razem. Przynajmniej nie teraz. To nasza sprawa, nasza tajemnica, coś kruchego i delikatnego, co wciąż trzymaliśmy w dłoniach, niepewni, czy wystawić to na światło dzienne. Z czasem się zobaczy. Może odważymy się zrobić krok naprzód, a może zostanie tak, jak jest, to okaże się w odpowiednim momencie…
Mój panicz jedynie skinął głową, zsunął się z parapetu i poprawił płaszcz ruchem pełnym pozornej obojętności.
- Do zobaczenia - Odparł spokojnie, zachowując się tak neutralnie, jak wymagała tego sytuacja. Tak, jak powinien, jeśli chcieliśmy jeszcze przez jakiś czas ukrywać nasz związek.
Nie dodał nic więcej. Po prostu ruszył w swoją stronę, zostawiając mnie z niewypowiedzianymi słowami, które utkwiły mi w gardle. Patrzyłem, jak jego sylwetka powoli znika mi z oczu, a wraz z nią znikało też ciepło. Pozostało więc iść w swoją stronę na zajęcia tak jak wskazywał mi na to plan..

<Paniczu? C:> 

Etykiety