Nie, to wcale nie było naciągane. Nie mógł się głodzić, bo to niszczyło nie tylko jego ciało, lecz także cały organizm. Jeśli naprawdę chciał być zdrowy i żyć długo, musiał zadbać o odpowiednie odżywianie. Ćwiczenia? Oczywiście, mogły mu pomóc, ale tylko wtedy, gdy dawał sobie czas na odpoczynek i regenerację. Czasem trzeba po prostu porządnie się najeść, by organizm odzyskał siły. Nie można odmawiać sobie posiłków tylko dlatego, że jakaś zgorzkniała staruszka tak twierdziła.
Nie rozumiałem, dlaczego ta kobieta żywiła do niego taką nienawiść i dlaczego pozwalała sobie zadawać mu tyle krzywdy. Ale od chwili, gdy pojawił się w moim życiu, przysiągłem, że nie pozwolę mu chodzić głodnym. Zadbam o niego najlepiej, jak potrafię, przynajmniej taką mam nadzieję. W końcu byłem tylko młodym, nie do końca doświadczonym wilkołakiem, wciąż uczącym się życia. Mimo to wiedziałem jedno: potrafiłem dostrzec, kiedy ktoś krzywdzi samego siebie.
A on ewidentnie to robił, odmawiając sobie jedzenia. Tak być nie powinno. Miałem nadzieję, że w przyszłości to do niego dotrze, a jeśli nie, to ja będę się starał, by zrozumiał, jak ważne jest dbanie o siebie.
- Nie, to wcale nie jest naciągane - Powiedziałem spokojnie, starając się brzmieć pewnie. - Nie musisz się tym martwić. Jeśli chcesz, mogę ćwiczyć razem z tobą… ale tylko pod jednym warunkiem. Będziesz się odpowiednio odżywiał. - Podałem mu propozycję, która, jak mi się wydawało, powinna mu się spodobać. W końcu dzięki temu nie tylko zadba o zdrowie, ale też spędzimy więcej czasu razem, a chyba właśnie tego pragnął, choć nie mówił tego wprost.
- A więc chcesz ze mną ćwiczyć? - Zapytał z lekkim niedowierzaniem, bacznie obserwując, jak przygotowuję dla nas posiłek.
- Tak - Przytaknąłem, rzucając mu krótkie spojrzenie znad patelni. - Ale tylko wtedy, jeśli będziesz pamiętał o jedzeniu, tak jak ci powiedziałem. - Na jego twarzy pojawił się cień niezadowolenia. Wiedziałem, że w jego psychice dawno temu zaszczepiono chorą myśl, że jedzenie jest czymś złym, że nie wolno mu pozwolić sobie na sytość. Ale ja byłem przy nim, a przy mnie nie musiał się hamować. Kochałem go w całości, również z tymi bliznami, których nie było widać na ciele, lecz w duszy.
- To trochę nie fair - Mruknął, zakładając ręce na piersi, jakby próbował się bronić przed moimi słowami.
- Życie nie jest fair - Odpowiedziałem cicho, składając na jego ustach krótki, lekki pocałunek. - Ale to już chyba wiesz. - Potem wróciłem do przygotowywania posiłku, czując, że ta rozmowa była dopiero początkiem czegoś trudnego, ale też bardzo ważnego.
Daisuke westchnął głośno, z wyraźną nutą irytacji, po czym zaczął nerwowo stukać palcami o blat. Zastanawiałem się, czy robi to świadomie, chcąc w ten sposób dać mi do zrozumienia, że drażni go moje podejście. Nie byłem tego pewien, ale jedno wiedziałem – potrafiłem wyłapać drobne szczegóły w jego zachowaniu, które innym z łatwością mogłyby umknąć.
- Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, po prostu to powiedz - Rzuciłem spokojnie, zerkając na niego kątem oka. - Nie musisz przewracać oczami ani burczeć pod nosem. Słyszę cię doskonale, nawet wtedy, gdy próbujesz udawać, że mówisz tylko do siebie. - Przez chwilę panowała cisza, w której rytmiczne stukanie palców Daisuke zdawało się jeszcze głośniejsze. Jego spojrzenie utkwiło gdzieś w przestrzeni, ale ja wiedziałem, że słucha uważnie.
<Paniczu? C:>