Delikatnie zmrużyłem powieki, obserwując go z uwagą. Wyglądał na zawstydzonego, pewnie tym, że nie zwracał na mnie uwagi, ale... to wszystko. Gdyby coś było nie tak, Haru też by to wyczuł. Zatem muszę sobie to wyobrażać. Albo... coś źle interpretuję. To wszystko. Tak, wpadam paranoję, bo gdyby ktoś tu był, Haru z pewnością by go wyczuł. Zwłaszcza teraz, kiedy już go wynudziłem trochę z tego transu.
– Mówiłem tylko, że chcę już wracać do pokoju. Trochę mi zimno – powiedziałem, trochę naginając prawdę. Nie to mówiłem, ale czy jest w tej chwili sens mówienia mu to, co pierwotnie? Nie wydawało mi się. Skoro niczego nie wyczuł, to niczego i nikogo tu nie ma.
– Naprawdę? Kurde, nie mam żadnego okrycia wierzchnego... Chodź tu do mnie – poprosił, tuląc mnie do mnie. – Więcej nie mogę zaproponować.
– Naprawdę niczego nie wyczuwasz? – spytałem cicho, tak dla własnego upewnienia się.
– Nie... a znów coś wyczuwasz? – spytał, ewidentnie się o mnie martwiąc.
– Nie. Chyba... miałem mylne wrażenie. Wracajmy już do pokoju – poprosiłem, chcąc już się ukryć w swoich czterech ścianach, gdzie na pewno będę bezpieczny, i od innych, i od swoich myśli.
Haru nic nie powiedział, chociaż wyczułem, że się martwi. Może nie powinienem mu o tym wspominać? Zwłaszcza, że on nic nie czuję. Wychodzę przy nim na jakiegoś paranoika, co sobie rzeczy wyobraża. Jeszcze mnie weźmie za wariata.
W końcu znaleźliśmy się w pokoju, a ja od razu podszedłem do kuchni, by przygotować sobie coś ciepłego. Nie było mi aż tak zimno, po prostu chciałem coś zrobić, by nie musieć rozmawiać o tym, co się wydarzyło, bo to, co się stało, było jakieś żałosne. Zniszczyłem nastrój, i całe to wspaniale prezentujące się popołudnie.
– Może powinniśmy to komuś zgłosić? – zapytał cicho, stając za mną.
– Co zgłosić? Nic się przecież nie wydarzyło – odpowiedziałem spokojnie, przygotowując sobie gorącą herbatę.
– Ale kogoś wyczułeś, tak? Jeżeli wiatr wiał korzystanie dla niego, nie byłem w stanie go wyczuć. Ale ty nie jesteś ograniczony przez takie czynniki, więc możesz wyczuwać coś, czego ja nie wyczuwam – kontynuował, kładąc dłoń na moim policzku.
– I co ja im powiem? Że wydaje mi się, że ktoś mnie obserwuje? Nie mam na to żadnego dowodu, nikogo nie widziałem, a ty nikogo nie wyczułeś. Może to tylko babka chce mnie śledzić. Może mi się coś tylko wydaje. Na razie będę uważać, nie będę się nigdzie pokazywał sam, do akademii nie mam daleko, zresztą, zawsze ktoś się będzie kręcił... I w końcu się mu znudzi. O ile ten ktoś istnieje, może ja mam jakąś paranoję – przyznałem cicho, starając się zabrzmieć pewnie. Wszystko będzie w porządku, tu mi nic nie może grozić.
<Piesku? c:>