Oczywiście, jak to on, musiał zapytać się o moje samopoczucie. Jeżeli kiedykolwiek tego nie zrobi, będę wiedział, że ktoś go tu podmienił. Zresztą, jego energia, emocje, to wszystko znam tak dobrze, że żaden zmiennokształtny nigdy mnie nie oszuka. Ale będę wiedział, że jeżeli nie będzie się mnie pytał, jak się czuję, będzie to znaczyło, że coś z nim się dzieje. Też muszę patrzeć na niego, jak on się czuje. Też ma swoje problemy przecież, których nie mogę ignorować. Jeszcze skupi się na mnie, zapomni o sobie, i tyle z tego wszystkiego będzie.
- Jest w porządku – przyznałem cicho, patrząc na jego twarz. Był jeszcze troszkę zaspany, więc nie rozumiem, czemu się przebudził, i nie chce spać dalej? Ja i tak nie miałem ochoty za bardzo na ruszanie się stąd. Tu było mi dobrze, i fizycznie i psychicznie. Było miękko i ciepło, a energia bijąca od mojego chłopaka przyjemnie otulała mój umysł, nie pozwalając mi na rozmyślanie o tym, co powiedziała mi babka. Jego energia, zarówno ta pozytywna, jak i negatywna, była strasznie zaraźliwa. Od czasu tej pełni zauważyłem, że raczej łatwiej mu z akceptacją samego siebie. Też ma swoje momenty zwątpienia, ale nie pamiętam, kiedy ostatni raz poczułem to mocne zwątpienie i gardzenie samym sobą, jakie to towarzyszyły mu na wejściu do pokoju.
- Na pewno? - zapytał cicho, gładząc moje włosy. Taki prosty gest, a jaki przyjemny... Moje włosy są teraz pewnie w tragicznym stanie, ale czy ja się tym przejmowałem? Teraz nie do końca. Haru nie raz widział mnie takim stanie, że teraz wyglądam z pewnością jak młody bóg. Tylko trochę zaspany.
- Na pewno. Twoja obecność bardzo mi pomogła – wyjaśniłem, uśmiechając się łagodnie, by go trochę uspokoić i zapewnić w swoich słowach. - Jeżeli chcesz, zdrzemnij się jeszcze. Mamy na to czas, ja się nigdzie nie wybieram.
- Nie, nie mogę. Teraz, kiedy jesteś obudzony, mogę się skupić całkowicie na tobie – odparł, całując mnie w skroń. - Masz na coś ochotę?
Delikatnie zmarszczyłem brwi. Czy ja miałem na coś ochotę? Chyba miałem wszystko. Byłem najedzony, wykąpany, rozgrzany... czy mi potrzeba było czegoś jeszcze do tego wszystkiego?
- Może mam... - zacząłem niepewnie, rysując na jego klatce piersiowej szlaczki. - Ale nie wiem, czy powinienem.
- Skoro masz takie myśli, to na pewno powinieneś. Na co takiego masz ochotę? - dopytał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Na coś słodkiego. Może deser? Zjadłbym taki czekoladowy – odpowiedziałem, pozwalając sobie na chwilę marzeń. - Ale nie mogę sobie na to pozwolić. Nie zasłużyłem – odpowiedziałem, wzdychając z rezygnacją.
- Nie ma tutaj twojej babci, która by to oceniła, więc rola ta przypada mnie. Zatem ja oceniam, że zasługujesz – stwierdził, uśmiechając się szeroko. - Czekoladowy, tak? Zaraz ci coś wymyślę – stwierdził, podnosząc się z łóżka.
- Nie musisz, tak tylko sobie powiedziałem – rzuciłem, trochę żałując tego, że mnie tak podpuścił i coś w ogóle powiedziałem.
<Wilczku? C:>