Od Daisuke CD Haru

niedziela, 14 września 2025

|
 Obudziłem się z tępym bólem głowy. Tak strasznie dudniło mi w głowie... niewiele pamiętałem. Ktoś mnie zaatakował, próbowałem się bronić i nawet dałbym radę, ale ten ktoś nie był sam. I to mnie zgubiło. Z dwoma dorosłymi mężczyznami nie miałem żadnych szans. Mimo, że byłem nie do życia, musiałem się skupić na otoczeniu. Byłem w jakimś ciemnym pomieszczeniu, najprawdopodobniej w jakimś domu – a może piwnicy? Podłoga była zimna i twarda, ręce miałem związane z tyłu, mocno  i ciasno, ale, co najważniejsze, nie miałem żadnych rękawiczek czy innego zabezpieczenia. Nie będę w stanie za wiele zrobić, jak chodzi o moce, ale może uda mi się jakoś to wykorzystać? Usta też miałem zakneblowane, czułem, jak krew, która płynęła z rozwalonego łuku brwiowego, nieprzyjemnie osadziła się na twarzy. 
Muszę coś zrobić. 
Powoli podniosłem się do siadu, ledwo co. Oparłem się o ścianę z ciężkim westchnięciem. Kiedy uspokoiłem oddech, usłyszałem w oddali, czyjeś głosy. Trzech mężczyzn. Kłócili się o coś. Chyba... o to, że mnie zranili, tak mocno, widocznie. Coś też o okupie chyba usłyszałem... to mogłem czuć się bezpiecznie. Nie będą chcieli mnie skrzywdzić, o ile babka nie będzie się ociągała. Oczywiście kiedy tylko dowie się, że zostałem porwany, natychmiast wyśle pomoc. Kolczyk w moim uchu ma wbudowany w lokalizator, o czym raczej nie wiedzą. Czy oni w ogóle coś o mnie wiedzą? Powinni przede wszystkim założyć rękawiczki na moje dłonie, albo ogólnie je jakoś zakryć. Dobrze wiedzieć, że mam do czynienia z debilami. 
Kłótnie w końcu ustały, a po kilku minutach rozległy się ciche kroki. Poruszyłem się niepewnie, kiedy drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Trochę światło wpadło do środka, co pomogło mi określić, że znajduję się w jakiejś melinie. Założę się, że to jakaś stara, opuszczona chatka. Biorąc pod uwagę, że obserwowali mnie w pobliżu akademika, całkiem szybko mnie potrafili namierzyć, muszę być gdzieś w miarę blisko. Byleby tylko Haru nie wpadł na cudowny pomysł, by mnie szukać. Właśnie, Haru... miałem do niego wrócić. Obiecałem mu to. Będę musiał go przeprosić, nie planowałem tego. Pewnie teraz się martwi... byleby tylko nie wpadł na to, by mnie szukać, bo coś czułem, że miałby realną szansę mnie znaleźć, zwłaszcza, że krwawiłem. Po zapachu krwi mógłby mnie znaleźć. 
Mężczyzna usiadł klęknął przede mną, wyjmując knebel z moich ust. Śmierdział jakimś kwaśnym piwem, i potem. Odruchowo się skrzywiłem, bo bałem się, że kiedy otworzy usta, uderzy we mnie smród okropny. 
- I trzeba było się rzucać? - spytał, obmywając mi twarz z krwi. Skupiłem się na nim, ale jego bariery psychiczne były silne. Póki nie będę z nim miał kontaktu fizycznego, nic nie będę wstanie nic mu zrobić.- Módl się, żeby twoja babcia szybko zapłaciła okup. Nie chcesz chyba, żeby zdarzyła ci się jeszcze większa krzywda – powiedział, podając mi wodę do ust, zmuszając mnie do jej wypicia. Od razu ją wyplułem, prosto na jego twarz, co mu się nie spodobało. - Skoro tak, to o wodzie i jedzeniu możesz zapomnieć – syknął, ledwo się powstrzymując od tego, by mnie uderzyć, widziałem to po nim. Zostawił mnie samego, w ciemności, co nie było takie złe. Musiałem tylko poczekać, i wszystko się ułoży. Musi. Nie widzę innej możliwości.

<Wilczku? C:>

Etykiety