No dobrze przyznam, to było trochę dziwne. Nie rozumiałem do końca, o co mu chodzi, ale skoro naprawdę tego potrzebował... pomyślałem, że mogę mu pomóc. Jeśli trzymanie mojej dłoni miało sprawić, że poczuje się lepiej, to nie widziałem w tym nic złego. Znam go przecież od lat. I wiem, że czasem potrafi być impulsywny, nie zawsze mówi wprost, co go gryzie.
Nie stawiałem oporu, kiedy mocniej ścisnął moją dłoń. Poczułem napięcie w jego palcach, nie fizyczne, ale emocjonalne. Jakby coś go nagle wytrąciło z równowagi, jakby potrzebował tego kontaktu, żeby się nie rozpaść. Spojrzałem na niego kątem oka. Wydawał się zamyślony, ale jego wzrok był skupiony, wbity w jeden, konkretny punkt.
Zaciekawiło mnie to. Kogo on tak obserwuje? A może co?
Odruchowo podążyłem za jego spojrzeniem, unosząc głowę, żeby zorientować się w sytuacji. I wtedy go zobaczyłem.
Niedaleko stał mężczyzna. Wysoki, o wyprostowanej sylwetce, jakby świadom swojej obecności. Dobrze zbudowany, przystojny taki, na którego wiele osób zwróciłoby uwagę. Widziałem, jak jego wzrok mimowolnie podąża za każdym ruchem tego faceta. A nieznajomy bacznie nam się przyglądał, to było trochę dziwne, trochę dla mnie nie zrozumiała.
W tym wszystkim nie rozumiałam zachowania mojego przyjaciela. Sorey nie miał problemu z nawiązywaniem kontaktów. Umawia się z różnymi facetami, zwykle bez większego zaangażowania. Spotyka się, flirtuje, sypia z nimi i... tyle. Żadnych zobowiązań, żadnych emocjonalnych komplikacji. Przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy.
Nigdy mi to nie przeszkadzało. To jego życie, jego decyzje. Ale teraz... coś tu nie pasowało.
To spojrzenie, ten uścisk dłoni, ta nagła powaga w jego postawie. Jakby ten jeden człowiek wywołał w nim coś, czego sam się nie spodziewał. Czyżby to zazdrość? Tylko o kogo miałby być zazdrosny? Bo raczej nie o mnie prawda?
Spojrzałem na Soreya jeszcze raz. Jego twarz była niewyraźna, jakby walczył z myślami, których nie chciał pokazywać na zewnątrz. Dobrze go znam, a mimo to w tej chwili wydawał mi się obcy. Cichy, zamknięty w sobie, zupełnie inny niż zwykle.
To było... dziwne. Ale jednocześnie bardzo intrygujące.
I chociaż nie do końca rozumiałem, co się w nim dzieje, wiedziałem jedno jestem tu dla niego. Nawet jeśli czasem zachowuje się jak ktoś zupełnie inny, nawet jeśli jego emocje mnie zaskakują, nawet jeśli sam nie potrafi ich nazwać... to i tak jest moim przyjacielem. A przyjaciół nie zostawia się samych, kiedy najbardziej tego potrzebują.
Chociaż może w tej sytuacji wszystko źle interpretuje, nie jestem pewien czy to co sobie właśnie myślę ma sens raczej czy dobrze odbieram jego myśli, a może bardziej zachowanie które jest naprawdę bardzo dziwne...
- Sorey, zaczynam się zastanawiać czy na pewno wszystko z tobą w porządku, dlaczego obserwujesz tak uważnie tego mężczyznę? Czyżbyś chciał do niego podejść? Czy to twoje nowe zauroczenie? - Zapytałem, łokciem szturchając go w bok, doskonale wiedząc że lubi jednorazowe przygody.
Mój przyjaciel chyba trochę się na mnie za to obraził, bo jakoś tak dziwnie napuszył policzki marszcząc swoje brwi.
- Myślisz że chciałbym z kimś takim się umówić? - Zapytał, rzucając mi obrażone spojrzenie.
- Nie wiem, patrząc na to z kim ostatnio miałeś bliższy kontakt To czemu nie ten - Odparłem, wzruszając przy tym ramionami.
<Pasterzyku? C:>