Od Haru CD Daisuke

środa, 20 sierpnia 2025

|
 Czułem się naprawdę źle z tym, jak on mnie odebrał, bo przecież zupełnie nie o to mi chodziło. Nie chciałem, żeby pomyślał, że coś przed nim ukrywam, jakbym uważał go za kogoś lepszego ode mnie. Prawda jest taka, że pierwszy raz w życiu zwyczajnie się bałem, bałem się powiedzieć komuś, co naprawdę czuję. To było zupełnie do mnie niepodobne, bo zawsze byłem otwartym chłopakiem. Zazwyczaj mówiłem wszystko bez wahania, tak jak ślina na język przyniesie. Nigdy nie czułem strachu ani wstydu przed mówieniem o swoich emocjach.
Ale przy nim… przy nim było inaczej. Wszystko stało się trudniejsze, a jednocześnie dziwnie piękniejsze i bardziej intensywne. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć. To tak, jakby nagle cała moja odwaga, której zawsze miałem pod dostatkiem, gdzieś zniknęła. Nagle każde słowo ważyło więcej niż kiedykolwiek wcześniej. I chyba właśnie pierwszy raz w życiu to ja mam problem z mówieniem tego, co naprawdę czuję, z zaakceptowaniem własnych emocji i z wypowiedzeniem ich na głos.
Najchętniej powiedziałbym mu, co naprawdę siedzi mi w sercu. Chciałbym być szczery, otwarty, tak jak zawsze. Ale boję się. Boję się, jak to się potoczy. Co, jeśli mnie wyśmieje? Co, jeśli od razu powie, że ma narzeczoną, że niedługo bierze ślub i że moje słowa są tylko niepotrzebnym zamieszaniem? Nie chcę później przez kolejne miesiące patrzeć mu w oczy i czuć się jak głupiec, który za bardzo się w coś wkręcił, za szybko pozwolił sobie na coś więcej. A przecież właśnie tak mogłoby się stać.

Leżałem bez ruchu, wsłuchując się w otoczenie. Nawet nie musiałem się odwracać, by zorientować się, że mój towarzysz zasnął, oddech miał spokojny, równy, jakby wreszcie odnalazł chwilę wytchnienia po chorobie, która wciąż go męczyła. Patrzyłem w ciemność, a jednak sam nie byłem w stanie zmrużyć oka.
Coś we mnie nie dawało spokoju. To uczucie było jak kamień zalegający na sercu ciężar, który przygniatał mnie bardziej z każdą chwilą. Wiedziałem, że nie chodzi o to, co zrobiłem, ale raczej o to, czego nie zrobiłem. Mogłem mu powiedzieć prawdę. Mogłem zdobyć się na szczerość i przyznać, co naprawdę do niego czuję. Może przyjąłby to źle, może by się ode mnie odsunął, ale przynajmniej wiedziałby, że nigdy nie uważałem go za kogoś gorszego. Że nigdy nie miałem wobec niego złych intencji.
A teraz? Teraz milczenie zdążyło urosnąć do rangi winy, której nie potrafię z siebie zrzucić. Każda kolejna chwila, w której nic nie mówię, sprawia, że czuję się jak tchórz. Boję się, że gdy w końcu znajdę w sobie odwagę, będzie już za późno.
Leżałem więc dalej, nieruchomy, z oczami wlepionymi w ciemne okno. Myśli krążyły jak w zamkniętym kręgu, bez wyjścia. Wydawało mi się, że im dłużej o tym rozważam, tym bardziej zaplątywałem się we własnych emocjach. Może naprawdę wpakowałem się w coś, z czego nie potrafię się wydostać.
Czuję się gorzej, podniosłem z łóżka podchodząc do okna, nie wiem co moje zachowanie miała na celu, ale jakoś tak po prostu szukałem swojego miejsca chodząc tu i tam nie potrafiąc spokojnie leżeć gdy trafiło mnie poczucie winy i nieprzyjemne ucisk w żołądku. 

<Paniczu? C:>

Etykiety