Obudziło mnie ciche tupanie. Od jednego końca pokoju, do drugiego. Kroki te były przesycone nerwowością, niepewnością, wyrzutami do samego siebie. Mimo, że były ciche, jednocześnie były jakieś takie... ciężkie. To, co go trapiło, nie odeszło przez te kilka godzin. Możliwe, że wewnętrzny konflikt w nim troszkę eskalował. Nie otwierając oczu, spróbowałem skupić się na jego emocjach, co było trudne; Haru był za daleko. Kiedy jednak znajdował się na tyle blisko, że coś byłem w stanie od niego wyrzuć, poczułem pod moimi palcami... strach. I mimo że nie powinienem, bo przecież miałem się zdystansować, bo po co mi kolejna znajomość, w której jestem odbierany jak ktoś całkowicie odklejony od rzeczywistości... zmartwiłem się. Haru nie wyglądał na kogoś, kto się boi. Powinienem go zostawić samego sobie, dałem mu już możliwość na otworzenie się przede mną i to olał, czemu więc miałbym teraz się nim przejmować?
Logika nie podpowiadała żadnej odpowiedzi. A jednak nie potrafiłem już odpoczywać. Nie, kiedy wiedziałem, że przeżywa coś takiego.
Otworzyłem swoje oczy i podniosłem do siadu, rozglądając się niepewnie po pomieszczeniu. Było już tak ciemno? Przespałem cały dzień? I pomyśleć, że gdyby nie Haru, dalej bym spał. Trochę przesadziłem dzisiaj z tym odpoczynkiem, zdecydowanie. Poprawiłem swoje włosy i ruszyłem w stronę kuchni, gdzie aktualnie znajdował się Haru. Nie miałem w głowie nic. Po prostu... chciałem go zobaczyć. Spojrzeć mu w oczy. Poczuć coś więcej, by być w stanie stwierdzić, co się dzieje.
A działo się. Dźwigał straszny ciężar, którego nie rozumiałem. Wczoraj, przedwczoraj, było wszystko w porządku. A dzisiaj? Czy ja jestem jakiś ślepy? Coś ominąłem? Ja wiem, że mnóstwo ostatnio spałem, ale co takiego się niby mogło wydarzyć podczas mojego snu? Lunatykowałem? I coś powiedziałem? Kilka razy zdarzyło mi się lunatykować i rozmawiać z kimś, owszem, ale... chyba by mi dał znać. Albo powinienem zrozumieć, że przecież byłem nieprzytomny, nieświadomy... o ile o to chodzi.
- Och! Już wstałeś? Obudziłem cię? Wybacz, po prostu... - zawiesił wątek, a ja nic nie mówiłem. Wpatrywałem się w niego z uwagą, próbując go zrozumieć. Coś mi umykało. Czegoś nie dostrzegałem. A może nie rozumiałem? Nigdy nie ukrywałem, że nie rozumiem niektórych rzeczy. Świat dalej był dla mnie tajemnicą, którą powoli odkrywałem, i nigdy tego nie ukrywałem. Czemu bym miał? Byłem przecież młody, bardzo młody, więc to normalne, że jeszcze się uczę, pilnie chłonąc wiedzę, która była na wyciągnięcie ręki. Tak samo uczyłem się emocji, które były piękne, niezwykłe i skomplikowane. A te emocje, które w jego środku się kłębiły, były naprawdę trudne. Jakby prowadził ze sobą wewnętrzną walkę. Ale o co? To było poza moją wiedzą.
- Do wstania zmusiły mnie twoje emocje – przyznałem po chwili zgodnie z prawdą. Może... muszę być bardziej bezpośredni?
Czemu mi w ogóle na nim zależy?
Haru nie odpowiedział. Zacisnął wargi, odwracając wzrok.
- Więc dalej będziesz uważać, że cię nie zrozumiem, bo jestem zadufanym szlachcicem? I pozwolisz, by cię to rozsadziło od środka? - powiedziałem trochę zły, krzyżując ręce na piersi i unosząc tym samym jedną brew.
<Piesku? c:>