Nim się zorientowałem, Mikleo zniknął, pozostawiając po sobie tylko chłodną aurę i wspomnienie. Twierdził, że powinienem o nim zapomnieć, ale po tym spotkaniu coś czułem, że nie byłem w stanie. Muszę go uwolnić. Już w pierwszej chwili czułem, że nie jest sobą, że jest smutny, przygaszony, robi coś nie dla siebie, a dla dziadka. To musi być dziadek, bo kto inny? Przez chwilę wychowywał także i mnie, ale z jakiegoś powodu tylko sobie znanemu , oddał mnie innej rodzinie, i to w sumie nawet lepiej. Nie czułem się przy tym serafinie dobrze, coś mi w nim nie pasowało. Podobnie jak nie podobało mi się to, jak traktuje Mikleo. Od zawsze narzucał mu swoje zdanie, tylko jego racja była ważna. Kiedy Mikleo był z dala od niego, zachowywał się zupełnie inaczej, i był sobą. Przede wszystkim był szczęśliwy, i tylko to powinno mieć znaczenie dla jego dziadka.
Ale teraz, kiedy go spotkałem, i zobaczyłem, w jakim jest stanie i psychicznym, i fizycznym; kiedy go przytuliłem czułem, jak szczuplutki się stał, a dla istoty takiej jak on była to oznaka, że coś się dzieje z nim nie tak. I co, miałem go tam takiego zostawić? Przecież nie potrafiłem. Nie zostawię go tam cierpiącego, pomogę mu znaleźć coś, co naprawdę sprawia mu przyjemność i co chciałby robić, a nie, by robił coś, co jego opiekun chce, by robił.
Szybko, by nie zostać przyłapanym na szlajaniu się poza pokojem w późnych godzinach, udałem się do swojego pokoju. Przeprosiłem swojego współlokatora, który już szykował się do spania, chwyciłem za piżamę i od razu ruszyłem do łazienki, musząc się umyć. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach i coś czułem, że nie będę w stanie dzisiaj zasnąć. To nasze krótkie spotkanie dało mi tak duży zastrzyk dopaminy, że nie będę w stanie myśleć o niczym innym, niż o moim przyjacielu. Skoro wiem, że jest w tym świecie, to mu nie odpuszczę.
Tylko, jak mam go znaleźć?
Nie miałem pojęcia, w którym kierunku szedłem. Muszę znaleźć te duże drzewa, a później... sam nie wiem. A gdybym poprosił Cienie o pomoc? Skoro mnie wyprowadziły w głąb lasu raz, to drugi raz tym bardziej powinny. Może nawet mnie doprowadzą do tej wioski? Jak dobrze, że jutro mamy cały dzień wolny, od razu wczesnym rankiem ruszam do lasu. I się gubię. Akurat teraz jak będę tego chciał, to będę się odnajdywał. Ale nie odpuszczę. Jakim byłbym przyjacielem, gdybym teraz odpuścił? No okropnym. Nie mogę być okropnym przyjacielem. A jak nie będzie chciał mojej pomocy, to chociaż będę utrzymywać z nim kontakt. Muszę mieć pewność, że on będzie szczęśliwy, i zdrowy.
Pospiesznie się wytarłem, założyłem spodenki, które były moją piżamą i cicho wróciłem do łóżka, niby się to kładąc, ale cały czas przekręcałem się z boku na bok, chcąc już ranek, i chcąc też ponownie spotkać Mikleo. Zadałem mu tyle pytań, a on mi na żadne nie odpowiedział, tylko stwierdził, że od razu trzeba mnie stamtąd wyprowadzić. Nie, teraz tak łatwo się nie dam zbyć, już ja mu pokażę, jak uparty potrafię być.
<Miki? c:>