Od Soreya CD Mikleo

poniedziałek, 15 czerwca 2026

|
 Nim wszedłem, zajrzałem do środka, i wszyscy już tam byli; cała rada, kowal jako świadek, i mój ojciec, który wyglądał na zniecierpliwionego. Przez jedną sekundę obawiałem się, że być może z Mikleo się spóźniliśmy, ale nie, zegar wiszący w środku wskazywał, że mieliśmy te jeszcze kilka minut. Skoro jednak już wszyscy są, nie możemy im kazać czekać. Mocniej zacisnąłem palce na dłoni mojego chłopaka i pociągnąłem go do środka. Cokolwiek się nie wydarzy, mam go przy sobie. A skoro mam go przy sobie, jakoś dam radę. 
- Dzień dobry – odezwałem się spokojnie, skupiając się na radzie, nie na moim tacie, który nagle gwałtownie się spiął, co ujrzałem kątem oka. Co go tak zdenerwowało? Po prostu fakt, że się pojawiliśmy? A może to przez to, że się nie kryjemy? Cokolwiek by to nie było, to dobrze. Niech się denerwuje, i pokazuje swoją prawdziwą twarz. 
- Wydaje się wam, że rada nie ma innych problemów niż wasze głupie wymysły? - syknął mój tata, od razu nas atakując. Odruchowo zakryłem Mikleo sobą, bo kto wie, co mu w głowie siedzi. Raz już go zaatakował, kto wie, czy teraz mu coś nie odwali. 
- Ezekielu, proszę. Tutaj każdy ma prawo być wysłuchany – odpowiedziała kobieta w czerwieni. To chyba była Elenda. Z nich wszystkich wydawała się być taka najbardziej wzbudzająca zaufanie. Już kiedy pierwszy raz przed nimi stanąłem pomyślałem sobie, że wydaje się być najbardziej w porządku. Cóż, teraz się okaże, czy moje przeczucie się nie myliło. 
- Gdybyśmy każdą taką pierdołą się zajmowali, nie mielibyśmy czasu na prawdziwe problemy – pokręcił z niedowierzaniem głową mój ojciec, kiedy zajmowaliśmy miejsca. Zajęliśmy je tak, bym oczywiście cały czas chronił mojego chłopaka, nawet przed samym wzrokiem. On w końcu też potrafił zabijać. 
- Bardzo się denerwujesz, Ezekielu. Zaraz zacznę myśleć, że chłopcy mogą nie przesadzać – odpowiedział chłodno jakiś starszy mężczyzna o niezwykle bladej twarzy. Więc jednak są po naszej stronie. Trochę się bałem, że jeżeli oskarżymy jakby nie patrzeć jednego z nich, to będą sceptycznie nastawieni, ale nie, chociaż chcą doprowadzić do wysłuchania nas. 
- Proszę, Sorey, mów. O co chodzi? - znów głos przejęła Elenda.
- O to, że... boję się o bezpieczeństwo mojego chłopaka. Kiedy mój tata, znaczy się, Ezekiel, dowiedział się o tym, że Mikleo jest moim chłopakiem, bardzo się zdenerwował. Obarczył go winą o moją orientację, i zaatakował go. Gdyby nie szybka reakcja Mikleo i moja, nawet nie chcę myśleć, co ten ogień by mu zrobił – powiedziałem, skupiając się tylko na krzywdzie Mikleo. A to, że chciał mnie od siebie całkowicie uzależnić, przekonywał ludzi, by się na nas odwracali, bo to przecież coś złego... to jego dobro się w tej chwili liczy. - Martwię się, co się może stać, jeśli na chwilę stracimy czujność. 
- Młody ma mi za złe, że nie chciałem mu powiedzieć o jego matce i teraz się mści, to wszystko – odpowiedział od razu Ezekiel. 
- Martwię się tylko o osobę, którą kocham. Wszystko, czego chcę, to tylko tego, by mój chłopak był bezpieczny – powiedziałem troszkę zdenerwowany, bojąc się, że jednak mi nie uwierzą. 

<Owieczko? C:>