Od Mikleo CD Soreya

wtorek, 19 maja 2026

|
 Siedziałem spokojnie na łóżku, wpatrując się w okno. Przez chwilę obserwowałem drogę prowadzącą do chatki, aż w końcu dostrzegłem kobietę zmierzającą w stronę drzwi. Kojarzyłem ją, miałem pewność, że widziałem ją już wcześniej, jednak nie potrafiłem przypomnieć sobie ani jej imienia, ani miejsca, z którego mogłem ją znać. Nie wiedziałem też, czego mogła ode mnie chcieć.
Soreya nie było w domu, a w tak małej wiosce wieści rozchodziły się szybciej niż wiatr. Ludzie zapewne już dawno zauważyli jego nieobecność. Dlaczego więc przyszła właśnie teraz? Tego jeszcze nie wiedziałem.
Niepewnie podszedłem do drzwi. Gdy tylko rozległo się pukanie, uchyliłem je ostrożnie. W środku wciąż czułem nieprzyjemny ucisk niepewności i dyskomfortu. Mimo że mieszkańcy wioski wydawali się uprzejmi, nie ufałem im na tyle, by czuć się przy nich swobodnie. Byli dla mnie obcy.
- Witaj. Jestem Elenda - Odezwała się kobieta łagodnym, spokojnym głosem. - Przyszłam przekazać informację o zebraniu rady, które odbędzie się dzisiaj za godzinę. Mam nadzieję, że się pojawicie i że się nie spóźnicie. - Kobieta miała bardzo miły głos, taki bezpieczny po prostu przyjemny.
- Dzień dobry… będziemy - Odpowiedziałem ostrożnie, uważnie obserwując jej twarz i każdy, nawet najmniejszy ruch. - Sorey jest jeszcze u kowala. Miałem właśnie po niego iść. - Kobieta lekko pokręciła głową.
- Nie kłopocz się. Sama odwiedzę kuźnię i poinformuję Soreya o zebraniu. Ty zostań tutaj i, proszę, nie opuszczaj chatki, dopóki twój partner nie wróci. Chcielibyśmy, abyście pojawili się razem. - W jej głosie nie było groźby, a jednak coś sprawiło, że po plecach przeszedł mi chłodny dreszcz. - Kiwnąłem jedynie głową, nie chcąc zadawać zbędnych pytań. Po chwili zamknąłem drzwi i oparłem się o nie plecami, nasłuchując oddalających się kroków Elendy. Cisza, która ponownie wypełniła chatkę, wydawała się dziwnie ciężka.
Pozostało mi tylko czekać na powrót Soreya.
Czekałem więc grzecznie na powrót mojego partnera, nie chcąc opuszczać chatki po tym, co powiedziała Elenda. Uznałem, że lepiej będzie zostać na miejscu. Co jeśli wyszedłbym po Soreya, a on w tym samym czasie wróciłby tutaj i czekał na mnie? Minęlibyśmy się bez sensu, ja szukałbym jego, a on mnie. Tym bardziej że kobieta wspominała, iż sama poinformuje go o zebraniu i poprosi, by wrócił prosto do domu.
I dobrze, że postanowiłem czekać.
Sorey pojawił się szybciej, niż się spodziewałem. Ledwie przekroczył próg chatki, a ja już dostrzegłem napięcie malujące się na jego twarzy. Wyglądał na zestresowanego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie dziwiłem mu się ani trochę. W końcu to spotkanie mogło zadecydować o wszystkim. Jeśli coś pójdzie nie tak, będziemy musieli spakować cały swój dobytek i pożegnać się z tym spokojnym, przytulnym miejscem, które zdążyło stać się dla nas namiastką domu.
Podszedłem do niego powoli, starając się zachować spokój, choć sam czułem ścisk w żołądku.
- Dzień dobry… - Odezwałem się cicho. - Jak minął pierwszy dzień pracy? Wszystko w porządku? - Musiałem o to zapytać. Nie tylko po to, by choć trochę rozładować napięcie wiszące między nami, ale również dlatego, że naprawdę chciałem wiedzieć, co czuje człowiek, który znaczył dla mnie więcej niż ktokolwiek inny.

<Pasterzyku? C:>