Nie czułem szczególnej potrzeby, by pójść do cukierni Flory. Oczywiście była moją przyjaciółką i to nie byle jaką, lecz taką „od zawsze”. Znaliśmy się jeszcze z dzieciństwa. Gdy inni mnie odtrącali i zostawiali samego z własnymi lękami i smutkiem, ona jako jedyna trwała przy mnie, wyciągając mnie z najciemniejszych z moich zmysłów i przypominając, że nie jestem sam.
Z biegiem lat jednak nasze drogi zaczęły się rozchodzić. Ruszyłem swoją wyznaczoną ścieżką, pochłonięty codziennością, obowiązkami i własnymi sprawami. Nawet nie zauważyłem, kiedy Flora zaczęła znikać z moich myśli, aż stała się jedynie odległym wspomnieniem schowanym gdzieś na dnie pamięci.
Prawda była taka, że gdybyśmy nie przyjechali do babci na święta, prawdopodobnie w ogóle nie przypomniałbym sobie o jej istnieniu. Ta myśl ciążyła mi bardziej, niż chciałem przed sobą przyznać. Bo jak łatwo można zapomnieć o kimś, kto kiedyś był dla nas całym oparciem?
- Ale zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę wcale nie musimy tam iść? - Powiedziałem, wzruszając lekko ramionami. - Przecież mogę spotkać się z Florą innym razem… albo i nie. Nie zależy mi aż tak bardzo na tym spotkaniu. Nie widziałem jej już kilka lat, nic złego się nie stanie jeśli nie zobaczę przez kolejnych pięć - Przyznałem to bez większych emocji, naprawdę nie przejmując się możliwością, że moja przyjaciółka mogłaby się na mnie obrazić. Miałem teraz własne życie, własne plany i sam chciałem decydować o tym, co robię i z kim spędzam czas. A jeśli Flora rzeczywiście poczułaby urazę tylko dlatego, że nie chciałem jej odwiedzić… trudno. Chyba jakoś bym to przeżył.
- Jesteś pewien? - Zapytał, unosząc jedną brew. - W końcu to ja pierwszy proponuję, żeby jednak pójść z tobą i odwiedzić Florę w cukierni. Poza tym możemy kupić coś słodkiego dla ciebie, dla mnie i dla twojej babci. A temu chyba nie zamierzasz odmówić - Mimowolnie się zawahałem.
- Masz rację… - Przyznałem z cichym westchnieniem. - Akurat coś słodkiego zjadłbym bardzo chętnie. - Sama myśl o cukierni sprawiła, że nabrałem ochoty na coś więcej niż zwykłą przekąskę. Z tego, co pamiętałem, w cukierni należącej do babci Flory zawsze unosił się zapach świeżych wypieków, a półki uginały się od najróżniejszych słodkości, kremowych ciastek, lukrowanych drożdżówek i deserów, którym trudno było się oprzeć. Im dłużej o tym myślałem, tym wyraźniej czułem narastający głód i ciekawość, czy po tylu latach to miejsce nadal wyglądało tak samo.
A więc jedno było pewne, jutro mimo wszystko pójdziemy do cukierni. I choć jeszcze chwilę wcześniej upierałem się, że możemy sobie to odpuścić, teraz, gdy tylko pomyślałem o wszystkich tych słodkościach, nie potrafiłem ukryć rosnącej niecierpliwości. Coraz bardziej nie mogłem doczekać się chwili, w której spróbujemy jednych z wypieków babci mojej przyjaciółki.
- W takim razie jutro idziemy do cukierni - Oznajmił stanowczo. - I proszę, nie zmieniaj zdania. - Na jego słowa jedynie kiwnąłem głową, postanawiając się podporządkować. Skoro tak bardzo chciał, żebyśmy tam poszli, nie miałem zamiaru dłużej protestować. Obiecałem mu to, a swoich obietnic nie zwykłem łamać.
- Oczywiście - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Zrobię to dla ciebie. Skoro aż tak ci na tym zależy, jutro pójdziemy do cukierni. - Ucałowałem go lekko w nos, uśmiechając się do niego łagodnie i nie kryjąc radości z tego, że po prostu byliśmy razem. Bez pośpiechu i zbędnych oczekiwań mogliśmy spędzać czas tak, jak chcieliśmy, ciesząc się własną obecnością i tym spokojem, który odnajdywaliśmy tylko przy sobie.
<Paniczu? C:>