Na jego słowa uśmiechnąłem się lekko. Szczerze wątpiłem, by udało mi się czegokolwiek nauczyć. Ja po prostu nie nadawałem się do gotowania. W życiu nie przygotowałem sobie jajecznicy, albo chociażby kanapki. Zawsze wszystko miałem pod nosem, na każde moje zawołanie i nigdy mi to nie przeszkadzało. Znaczy, może odrobinkę miałem problem w akademiku, bo tam niestety służby nie dopuszczają, ale jakoś zawsze to obchodziłem. Być może delikatnie za pomocą mocy przekonywałem moich współlokatorów, by posprzątali ładnie cały pokój, a jadałem na mieście, i ewentualnie brałem gotowe posiłki na następne dni. Przynajmniej potrafię poprawnie odgrzać jedzenie, i przygotować kawę. Tego drugiego niestety nauczyłem się właśnie w szkole, bo inaczej nie potrafiłbym normalnie egzystować.
- Ja się nadaję do innych rzeczy niż gotowanie – powiedziałem spokojnie, drapiąc Racucha pod bródką. Ależ będzie mi tego maleństwa brakować, jak już wrócę... cóż, gdziekolwiek, czy do akademika, czy nawet do domu. Zdecydowanie jak będę mógł sprawić sobie kociaka, to tak uczynię. Nie musi być rasowy, czy magiczny, tylko żeby był.
- Tak? Do jakich? - spytał, drażniąc kciukiem moje biodro. Taki drobny gest, a tak strasznie mi się on podobał. Właśnie w takich najdrobniejszych gestach tkwi największa moc.
- Do myślenia, i pięknego wyglądania – powiedziałem nieco teatralnie, poprawiając swoje włosy. Oczywiście, to wszystko było specjalnie przesadne. Miałem go rozbawić, nie być śmiertelnie poważny.
- Racja, w tym jesteś idealny – powiedział, uśmiechając się do mnie szeroko. - Jakie to szczęście, że mam ciebie. Jak będę miał problem, to go rozwiążesz, a jak będzie mi smutno, mogę sobie na ciebie popatrzeć. Same plusy – dodał, przeciągając się leniwie.
- Idziecie teraz robić obiad? - spytała jego babcia, zwracając naszą uwagę. Trochę mnie zaskoczyła, zapomniałem, że tutaj z nami siedzi, jeśli mam być szczery. A ja takie głupoty gadam... co ona sobie pomyślała, jak powiedziałem, że nadaję się do pięknego wyglądania...? Na pewno myśli, że jestem jedynie zapatrzonym w siebie narcyzem. I w sumie, zbytnio od prawdy by to nie odbiegało. I jakim cudem ktoś taki jak Haru chce być ze mną, dalej nie wiem. Kompletnie do niego nie pasowało.
- Nie wiem. Tak naprawdę, jeszcze nie jestem głodny, może to jeszcze chwilę poczekać – powiedziałem łagodnie, zerkając na Haru.
- A wołowiny nie trzeba jakoś długo przygotowywać? - dopytał Haru, nad czym się chwilę zastanowiłem.
- Cóż, zależy, co chcemy zrobić, ale raczej nie. Wybierałem dzisiaj mięso idealne na steki, a steki nie są jakoś czasochłonne. Wystarczy dobrze oczyścić, nieco przyprawić i usmażyć. I tyle. Wołowina ma to do siebie, że jak jest dobrej jakości, sama się obroni. Możemy jeszcze tu sobie poleżeć, jeżeli masz taką ochotę. Bo nie wiem, jak ty, ale mi się tu bardzo miło z tobą siedzi – przyznałem, przymykając oczy i wtulając się bardziej w jego ciało. Dzięki tym głupim rozmowom, jego bliskości i ciepłu jego ciała, czułem się lepiej. Dalej się jeszcze martwiłem, że ta cała Flora będzie próbowała mi go odebrać, ale ten lód z żołądka zniknął. A może to dzięki tej czekoladzie? Najważniejsze, że już tego uczucia we mnie nie ma. - Chwaliłeś się już swojej babci oceną z historii? Poszło ci w końcu naprawdę nieźle – dodałem, chcąc przekierować rozmowę na coś innego. Najwyższa pora, by się pochwalił swoimi osiągnięciami.
<Wilczku? C:>