Czułem aż za dobrze jego nerwowość i niechęć do bycia w tym miejscu. Widziałem także spojrzenia tych wszystkich ludzi, które mnie mocno denerwowały. Wskazywać palcem na niego potrafili, ale wystarczyło jedno zimne spojrzenie, i już przestawali. Odwracali wzrok, jakby zostali przyłapani na czymś złym... i to się w sumie zgadzało. A niech się tylko tylko któryś z nich odezwie...
– Chciałbym jeszcze kupić owoce. I może jakąś czekoladę? O, i śmietankę. Mam ochotę na gorącą czekoladę, ale wiesz, taką z prawdziwego zdarzenia, ze wszystkimi dodatkami – poprosiłem, uśmiechając się do niego ładnie i nie puszczając jego ręki, chyba, że było to konieczne, na przykład podczas pakowania zakupów.
– Trochę tego sporo... nie wiem, czy starczy nam pieniędzy – odpowiedział, drapiąc się zakłopotany po karku.
– Nie martw się o pieniądze, to moje zmartwienie. Może ty miałbyś na coś ochotę? – zapytałem, chcąc mu sprawić jakąś małą przyjemność. Co prawda, alkoholu za bardzo nie będę mógł kupić, chociaż...? Może takie miejsca rządzą się swoimi sprawami? Cóż, zobaczymy, albo przepłacę, albo usłyszę odmowę.
– Na to, żeby stąd jak najszybciej zniknąć – mruknął, niezadowolony.
– Jeszcze troszeczkę i wracamy – powiedziałem spokojnie, zmniejszając dystans pomiędzy nami, by złożyć na jego policzku delikatny pocałunek. Tutaj nikt mnie nie zna, więc na takie drobne gesty mogłem sobie śmiało pozwolić. – Wytrzymasz dla mnie, prawda?
– Wytrzymam... Co tam jeszcze mamy do kupienia? Poza tym, co mówiłeś? – zapytał, a kąciki ust mimowolnie się uniosły. To, że czuł się już odrobinkę lepiej, było dla mnie naprawdę ważne
– Z tego, co widzę, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kurczak na obiad. Tylko... czytałem, że czerwone mięso jest dla was lepsze – odpowiedziałem, zerkając na niego.
– Jest, ale też jest droższe. Znaczy, wieprzowina jest dosyć tania, ale niespecjalnie za nią przepadamy. A wołowina kosztuje krocie – przyznał, a ja nie widziałem w tym żadnego problemu.
– A ja z chęcią bym taką wołowinę zjadł. Albo jagnięcinę... zobaczymy, co będzie – zadecydowałem, wypatrując odpowiedniego straganu.
– Daisuke, nie możesz tak... – zaczął niepewnie.
– Mogę, i chcę. Chociaż w ten sposób będę mógł się jakoś odwdzięczyć za gościnę. To naprawdę dla mnie nic – powiedziałem, delikatnie pocierając kciukiem jego dłoń. – Szkoda, że nie jesteś pełnoletni. Mógłbym nam coś do tego obwodu wziąć – puściłem do niego oczko, skupiając się bardziej na tym, by poprawić mu humor.
– Znając moją babcię, na pewno coś w swojej piwniczce ma – uśmiechnął się do mnie znacząco, chociaż ten uśmiech był nieco bardziej wymuszony.
Już nas nie zatrzymywałem. Skupiłem się na dokupieniu ostatnich rzeczy, i już mogliśmy kierować się ku wyjściu. Mówiłem do niego spokojnie, chcąc skupić jego uwagę na czymś zupełnie innym niż te wszystkie spojrzenia, i w tym samym momencie usłyszałem, jak zwraca się do nas, a może bardziej do niego, dziewczęcy głos.
– Haru? To ty? Nie mogę uwierzyć, dawno się nie widzieliśmy – powiedziała wesoło, zwracając moją uwagę. Ładna, gdzieś na oko w jego wieku, i nie kipiała nienawiścią jak ludzie wokół. Biło od niej inne uczucie... i nie podobało mi się ono. Chwyciłem mocniej jego dłoń, zbliżając się do mojego partnera. Niech sobie nie pomyśli przypadkiem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
<Wilczku? c:>