Pomimo, że babcia mojego chłopaka trochę przypominała mi moją, czułem się przy niej bardzo dobrze. Przynajmniej dopóki nie przyszła pora kolakcji, tego jego babcia nie mogłaby nam odpuścić, ale to już sobie trochę ustaliliśmy, i choćbym bardzo chciał, nie mogłem jej odmówić. Chociaż dzisiaj... oj, naprawdę byłem najedzony. Jego babcia mocno mnie zaskoczyła tym obiadem, nie spodziewałem się, że dostanę tego aż tyle.
– Przygotuję kolację, dajcie mi chwilę. Tobie może przygotuję herbatę na rozgrzanie, taką, jaką lubisz – zaproponował Haru, podnosząc się z miejsca. I co, ja miałem go tak zostawić? Nie mógłbym. Znaczy się, niewiele potrafię, ale staram się pomagać, jak tylko mogę. Zresztą, to lepsze niż siedzenie tutaj sam na sam z jego babcią. Jeszcze nie czuję się na tyle pewnie, bym mógł tu z nią siedzieć sam na sam.
– Pomogę może? – odpowiedziałem, poprawiając się nieco na kanapie. Jak wstał, jakoś tak zimno się zrobiło.
– Nie ma po co. Szybko się uwinę, a kuchnia jest mała, mielibyśmy problem tak czy siak – stwierdził, chwytając za koc leżący na końcu kanapy, by ostrożnie mnie nim opatulić. – Dam sobie radę – dodał, całując mnie w czubek głowy. Kompletnie nie przejmował się tym, że babcia była obok; traktował mnie tak, jakbyśmy byli tylko we dwoje. Nie mógłbym sobie pozwolić na taką swobodę przy mojej babci.
– Bardzo zmarznięty, chłopcze? – zapytała ze zmartwieniem kobieta. – Wybacz, grzeję tu tylko w zimę, ale może dla ciebie zrobimy wyjątek...
– Nie, naprawdę, nie trzeba. Wziąłem cieplejsze rzeczy, widzę, jak Haru chodzi na co dzień i domyśliłem się, że tu może być tak samo – odpowiedziałem szybko nie chcąc, by dla mnie tutaj rozpalali. Jak będzie mi zimno, to się ubiorę, okryję, przytulę do mojego chłopaka. Jego ciepło jak najbardziej mi wystarcza.
– Twoi rodzice puścili cię tu bez większych problemów? – dopytała zaciekawiona, kiedy Haru zniknął w malutkiej kuchni.
– Jestem sierotą, jak Haru. Opiekuje się mną babcia – odpowiedziałem grzecznie mając nadzieję, że nie zapyta o to, dlaczego. Jakoś tak nie lubiłem rozpowiadać o tej małej tragedii w mojej rodzinie. Mimo, że śledczy są zgodni co do samobójstwa rozszerzonego, mi coś tam nie pasowało. Kto jednak by mnie słuchał? Jestem tylko głupim dzieciakiem, który nawet nie wie, co jest dla niego dobre.
– Rozumiem. Powiedziałeś jej już o was? – kolejne pytania, które mi się nie podobały. Mam nadzieję, że kolacja będzie bardzo szybko, byśmy mogli porozmawiać o czymś innym.
– Nie. I nie mogę jej zbyt szybko powiedzieć. Ona... ona nie jest taka, jak pani. Ma wobec mnie konkretne plany, i bycie z Haru trochę się z nimi nie pokrywa. Dlatego chcę poczekać do pełnoletności. Będę wtedy głową rodziny, wtedy nie będzie miał wyjścia, jak tylko ten fakt zaakceptować – mówiłem zgodnie z prawdą, nawet jeśli byłaby przykra i niewygodna. Racuch na moich kolanach rozwalił się jak żaba na liściu, mrucząc głośno i uroczo. Ależ on był przesłodki. – Patrzyła pani już słodycze? Miałem mały problem z tym, co pani lubi, Haru nie był zbyt dokładny. Wybrałem więc to, co wybrałbym sam sobie, orzechy lubi większość osób. A wino jest prosto z naszej piwniczki – zmieniłem temat na lżejszy. Nie lubiłem być wypytywany o moją rodzinę... czym tu się chwalić.
<Wilczku? c:>