Od Daisuke CD Haru

piątek, 30 stycznia 2026

|
 Czułem, że nastrój Haru znacznie się zmienił. Nie trzeba było mieć moich umiejętności, by wiedzieć, że nie chciał tam wyjść. Nie mogłem go za to winić. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ci wszyscy ludzie tak go nienawidzili, odsunęli od swojej społeczności. Myśleli, że on tego chciał? Że specjalnie zabił swoich najbliższych? Jeżeli tak... to ja po prostu nie chcę widzieć, co mają w głowach. Społeczność tutaj jest jeszcze gorsza niż w moim otoczeniu... A już na pewno tak samo zła. Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem jego dłoń, posyłając mu delikatny uśmiech, kiedy podniósł na mnie swój wzrok. Niezależnie od tego, co myślą o nim inni, ja będę przy nim. Dla mnie jest najwspanialszym chlopakiem, jaki to chodził po ziemi, i zdania nigdy nie zmienię. Czemu ludzie nie mogą dostrzec tego, co ja? Wystarczy tylko trochę wsparcia, wiary w niego, i jest zupełnie innym człowiekiem. 
– Kocham cię – wyszeptałem, uśmiechając się lekko. Te dwa słowa zdecydowanie poprawiły mu humorze a to mi wystarczyło. 
– Ja ciebie też – odparł, ściskając w odpowiedzi moją dłoń. – Te kanapki wyszły wam przewyborne – dodał, pochłaniając kolejną kanapkę z wędliną. Ich zrobiliśmy najwięcej, głównie ze względu na ich wilkołacze geny. A te bezmięsne były raczej dla mnie, i były one raczej pojedyncze. Swoją drogą, strasznie dużo jadł. Ale to dobrze. Niech je, nabiera sił. I tak sobie teraz myślę... może to ja powinienem zapłacić za te zakupy? I dobrać im coś jeszcze? Przecież mnóstwo pieniędzy musiała pani wydać na to, że ja przyjeżdżam. Tak, powinienem im się jakoś odwdzięczyć. A dla mnie przecież zapłata za zakupy to nic takiego. 
– Ja tam niewiele zrobiłem. To głównie twoja babcia dyrygowała, ja tylko krzywo kroiłem rzeczy do kanapek – dodałem, uśmiechając dopijając swoją kawę. Poza tym, że mnie trochę rozgrzała od środka, niewiele zrobiła. Naprawdę dzisiaj wcześnie odpłynę. 
– To i tak dużo, i jestem bardzo wdzięczny za to śniadanie – przyznał, wracając do pochłaniania kolejnych kanapek już w znacznie lepszym humorze. 
Czekaliśmy cierpliwie, aż jego babcia wróci do nas z listą oraz pieniędzmi, które były całkowicie niepotrzebne, ale jeszcze o tym nic nie mówiłem. Zerknąłem z zaciekawieniem na kartkę, dopisując sobie własne produkty. Na pewno trochę warzyw, trochę owoców, może słodkości? Haru wspominał, że jego babcia lubi słodkie, ale nie widzę tutaj za wiele słodyczy, więc na pewno miło będzie jej podarować kolejne słodkości. No i wędliny, jakieś lepsze wędliny też byłyby dobrym wyborem. Ciężko tu jednak będzie dobrać coś, co się nie zepsuje. Tak bez lodówki, i zamrażarki ciężko cokolwiek dobrać. Wszystko musi być świeże... Jak na rasę głównie mięsożerną to problematyczne, codziennie tak musieć chodzić i kupować świeże mięso. 
– Szybko się z tym uwiniemy – obiecał Haru, wstając od stołu i składając na jej policzku pocałunek. – Idziemy? – rzucił w moim kierunku. 
– Idziemy, idziemy. Tylko włosy byś troszkę poprawił, co? – mruknąłem, stając na palcach, by wygładzić jego najbardziej odstające kosmyki. 
– A co to za różnica? I tak nastawienie tych ludzi się do mnie nie zmieni – mruknął niezadowolony. 
– Ale ja będę na ciebie patrzeć, a jak masz ładnie ułożone włosy, to od razu jakoś tak przyjemniej mi jest – odparłem, uśmiechając się ładnie. Przeczesałby czasem włosy, i zupełnie inaczej wyglądał. – Moj przystojniak – dodałem, i ucałowałem go w linię żuchwy. 

<Wilczku? c:>

Etykiety